Gminne Centrum Kultury i Sportu w Trzebnicy
ul. Prusicka 12, 55-100 Trzebnica
Dziś jest niedziela 25 sierpnia
Imieniny: Belii, Ludwika, Luizy
PRZEJDŹ DO DZIAŁU
SPORT
KULTURA
Zapisz się do newslettera!

„Być kobietą w Chinach...”

Mówiąc o „byciu kobietą” w różnych kulturach (arabskiej, japońskiej, indyjskiej) dotarłyśmy aż do Chin, by rozważać ten temat i tym samym zakończyć cykl naszych spotkań o kobietach z różnych stron świata. Naszym rozmowom towarzyszyła prezentacja.

          Chiny to jeden z najstarszych ośrodków cywilizacyjnych świata, kraj pełen atrakcji turystycznych. Przemierzając Chiny odwiedziliśmy: Zakazane Miasto, Świątynię Nieba, Letni Pałac, Wiszącą Świątynię znajdująca się na zboczu Heng Shan, Wielki Chiński Mur, Rezerwat Pandy Wielkiej. Ale nasz największy zachwyt wzbudziły Tęczowe Góry Danxia, które słyną z różnokolorowych warstw piaskowca odsłoniętych przez erozję skał. To po prostu cud natury. Z kolei nutką grozy powiało, gdy oglądałyśmy szlak przyklejony do urwiska w górach Tianmen, który prowadzi wzdłuż stromej ściany klifu, a turyści pod stopami maja tylko... szkło, a pod sobą... ponad 1200-metrową przepaść.

          W trakcie naszego spotkania mówiłyśmy o rodzinie chińskiej, polityce jednego dziecka i problemie tzw. „małych cesarzy”, czyli jedynaków urodzonych po 1979 r.

          W naszych rozważaniach nie mogłyśmy pominąć kwestii małżeństwa w Chinach, które przez tysiące lat było prywatną umową zawartą między rodzinami i nie rejestrowaną przez władze, musiało być podporządkowane interesom ogółu, a obowiązkiem każdego ojca było sprowadzenie na świat jak największej liczby synów. W wyborze małżonki pomagali „fachowcy”. Ale o uczuciach, jako kryterium, nie było mowy. Idealna chińska małżonka nie musiała być szczególnie mądra czy przystojna w myśl zasady „Cnotą każdej kobiety jest nie być zbyt inteligentną”. Zresztą psychika chińskiej kobiety była ukształtowana tak, że ona sama uważała, że jest przeznaczona do dźwigania ciężarów życia domowego i posłuszeństwa mężczyźnie, a zachowanie mężczyzn ukształtowało typ pokornej, służebnej i odpornej na trudy życia córki, matki, żony.

          W Chinach za najbardziej wstydliwą i jednocześnie najbardziej powabną część ciała kobiety uważano stopy, dlatego krępowano je, by były jak najmniejsze (proces taki trwał co najmniej 3 lata). Takie stopy nazywano lotosowymi stopami i nie były dłuższe niż 8 cm. Ten bolesny dla chińskich dziewcząt proces opisała Pai Kit Fai w książce „Córka konkubiny”.

          Małżeństwo zaczęto rejestrować dopiero od 1950 r. Współcześnie młodzi zawierają je późno, a partnera dobierają adekwatnie do statusu społecznego, ale kryteria romantyczne typowe dla kultury euroamerykańskiej nie mają w Chinach znaczenia. Coraz więcej jest też w Chinach „lawendowych małżeństw” zawieranych w celu ukrycia prawdziwej orientacji seksualnej, po to, aby  uszczęśliwić rodziców i zachować pozory, ponieważ starsze pokolenie Chińczyków, wierne konfucjanizmowi, nie akceptuje homoseksualizmu.

          Wielu cennych informacji o kobietach chińskich dostarczyła nam książka Anny Jaklewicz „Niebo w kolorze indygo. Chiny z dala od wielkiego miasta”, a dużo wrażeń – opis stroju i obrzędów małżeńskich kobiet z mniejszości Bai przedstawionych właśnie w tej książce.

          Być kobietą w Chinach to znaczy być traktowaną przedmiotowo, ich ludzkie szczęście nie jest w kulturze chińskiej sprawą nadrzędną, znaczenie ma wyłącznie mężczyzna. Większość chińskich mężatek dąży do Xianqi Liangmu, czyli ideału mądrej żony i dobrej matki. Chińska kobieta w dzieciństwie słucha ojca, w małżeństwie męża, a gdy zostanie wdową – syna i oczywiście na wszelkie możliwe sposoby stara się urodzić właśnie syna.

           Jednak mimo wszystko pozycja kobiet, zwłaszcza jedynaczek, wzmacnia się – wstępują na uniwersytety, robią karierę naukową i przejmują firmy po swoich ojcach, a już w Szanghaju kobiety słyną z tego, że zarządzają domem i pieniędzmi, wzięcie żony szanghajki oznacza dla Chińczyka przejęcie roli pantoflarza.

          Zaintrygowało nas miejsce wokół jeziora Lugu, które nazywane jest królestwem kobiet i rajem dla mężczyzn. Mieszkają tam kobiety z Mosuo, które są  wyzwolone seksualnie, wyżej cenią luźne związki i dowolną liczbę partnerów niż tradycyjne małżeństwo, to do kobiety należy wybór kochanka. Jeśli kobieta spędza noc z innym to wywiesza w widocznym miejscu jego kurtkę i kapelusz, jest to znak ostrzegawczy, który ma odstraszyć potencjalnych adoratorów (ze względu na nocne spacery mężczyzn związki Mosuo nazywane są „małżeństwami chodzonymi” lub „małżeństwami z doskoku” i trwają tak długo, jak chce kobieta). O okolicach zamieszkałych przez Mosuo mówi się, że to kraina niczym nieskrępowanych kobiet i wolnych od obowiązków mężczyzn.

          I tak rozważając temat: „bycia kobietą” w różnych kulturach wspólnie doszłyśmy do wniosku, że polskie kobiety mają poczucie własnej wartości, są wykształcone i przez to są niezależne od mężczyzn, sprawdzają się nie tylko w roli żony i matki, ale dbają też o swoje potrzeby, swój rozwój intelektualny i spełniają swe marzenia.

          Atmosferę naszego spotkania podkreślały atrybuty charakterystyczne dla kultury chińskiej: wachlarz , kapelusze, wdzianko, a także figurka Buddy i chińskie dzwoneczki. A na pamiątkę wspólnego spotkania Panie otrzymały kwiat lotosu wykonany technika origami przez koleżankę Asię.

          Wspólnie spędzony czas „ocieplony” blaskiem świec, lampką dobrego wina i przepysznym ciastem sprawił nam wiele radości i choć na chwilę zapomniałyśmy o „byciu” kobietą w Polsce...